Wpis tygodnia

Autor wpisu:

Karol Mazur

Karol Mazur

politolog i ekonomista, popularyzator nauki i publicysta portalu prokapitalizm.pl

Zobacz artykuły, które napisał:

Karol Mazur

Czy bronić krzywej Kuznetsa?

30 września 2015

W swoim antykapitalistycznym opus magnum „Kapitał w XXI wieku” ekonomista Thomas Piketty pastwi się nad koncepcją ekonomiczną zwaną krzywą Kuznetsa[1]. Nazwa krzywej pochodzi od nazwiska słynnego amerykańskiego ekonomisty Simona Kuznetsa, który w połowie XX wieku empirycznie udowodnił (głównie na przykładzie Stanów Zjednoczonych), że nierówności dochodów w początkowej fazie ożywienia gospodarczego rosną, by później po osiągnięciu odpowiedniego poziomu zacząć spadać.

Według tej teorii nierówności układają się w kształt tzw. krzywej dzwonowej.  Kuznets swoją koncepcję oparł na zestawieniu danych z lat 1913-1948 obrazujących kształtowanie się nierówności dochodów. Dostrzeżenie redukcji nierówności przyczyniło się do powojennej debaty ekonomicznej nad kwestiami rozwarstwienia społecznego i tego w jaki sposób kształtować względem tych zjawisk politykę gospodarczą państwa. Koncepcja Kuznetsa była niezwykle ważną bronią w walce z różnego rodzaju zwolennikami interwencjonizmu państwowego, którzy w opozycji do wolnorynkowców doszukiwali się sprawiedliwości jedynie w skoordynowanych działaniach państwowej redystrybucji. Zwolennicy wolnej gospodarki uważali, że problem nierówności rozwiąże się sam, co oczywiście zawdzięczali m.in. empirycznym badaniom Kuznetsa (choć sam Kuznets był zdecydowanym keynesistą i uważał swoje wnioski jedynie za zbiór intuicji), z kolei przeciwnicy wolnego rynku argumentowali, że nieskrępowana gospodarka nie wykazuje tendencji do redukcji nierówności a wręcz odwrotnie, przyczynia się do nierównomiernego rozkładu bogactwa na kolosalną skalę.

Niezależnie od argumentów jakie przytacza w swej książce Piketty, który pomijając warsztat badań empirycznych Kuznetsa nazywa jego konstrukt propagandowym produktem zimnej wojny, trzeba powiedzieć jedną istotną rzecz: Krzywa Kuznetsa obrazuje owszem stopień zachowania się gospodarki w ujęciu do dochodów, ale tylko w określonych okolicznościach i warunkach ekonomicznych (np. podczas transformacji ustrojowej tj. przejścia z gospodarki centralnie planowanej do gospodarki rynkowej), zatem nie może ona wyznaczać jedynej linii obrony leseferystycznego kapitalizmu, ponieważ argumentacja za nią idąca nie dotyczy gospodarek już rozwiniętych[2]. Z drugiej strony nawet Piketty nie może odmówić Kuznetsowi racji, że poczynione przez niego badania wykazały, że wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych pociągał za sobą korzyść wszystkich grup społecznych. Niestety po głębszych debatach większość zwolenników wolnej gospodarki pogubiła się, dała się przekonać wieszczom interwencjonizmu państwowego, że same już nierówności są czymś złym i pod wpływem tej narracji zaczęła prowadzić spory o to jaki mechanizm i kto najskuteczniej mógłby owe nierówności niwelować. Trzeba zdać sobie sprawę, że tak przyjęty dyskurs musi spotkać się z porażką jednej ze stron albowiem nie sposób modelu Kuznetsa zastosować do każdego z analizowanych przypadków. Jak sugeruje ekonomista George Reisman, na przekór tezom Piketty’ego trzeba stanąć w obronie tak znienawidzonych współcześnie nierówności (zarówno w bogactwie jak i w dochodach, nawet tych rzędu 1000:1) i wyłożyć wreszcie korzyści jakie z tego faktu płyną[3].

Jest zadziwiająco zastanawiające, że żaden z krytyków Piketty’ego nie zadał sobie trudu aby zapytać go o to czy proponowana przez niego redukcja nierówności bogactwa za pomocą opresyjnego systemu opodatkowania motywowana jest utopijnym zrównaniem zarobków do jednakowego poziomu czy po prostu równością w posiadaniu przez wszystkich określonych dóbr? Odpowiedź Piketty’ego mogłaby rzucić nowe światło na motywacje tych, którzy na „Kapitale w XXI wieku” chcą budować swoje programy gospodarcze. My z kolei nie mielibyśmy wówczas już żadnych złudzeń.

Przypisy:

[1] T. Piketty, „Kapitał w XXI wieku”, Krytyka Polityczna, s. 22-35.
[2] J. Norberg, „Spór o globalizację”, Fijor, s. 90-91.
[3] G. Reisman, „Kapitał i kapitalizm XXI wieku”, Fijor, s. 97-109.

Udostępnij na:

Polecamy także:

STRONA WPISU: jeden losowy post

  • prof. Michał Wojciechowski

    Biblia chwali przedsiębiorców

    Tak, tak. Nie jest to oczywiście w ramach Pisma Świętego temat eksponowany, ale się czasem przewija. Niesłusznie więc przedsiębiorczość i zarabianie pieniędzy uważane są za coś moralnie obojętnego, tylko ziemskiego, albo wręcz podejrzanego. Pod koniec Księgi Przysłów znajduje się poemat o dzielnej kobiecie (Prz 31,10-31). Chwali on ją, ponieważ jest pracowita i przedsiębiorcza; jest to […] Czytaj więcej

Komentarze: