Wpis tygodnia

Autor wpisu:

Rafał Trąbski

Rafał Trąbski

Absolwent Wyższej Szkoły Pedagogiki Społecznej w Warszawie, redaktor w Fundacji Instytut Ludwiga von Misesa, autor bloga o libertarianizmie i ekonomii Antistate. Libertarianin klasyfikujący siebie na pograniczu anarchokapitalizmu i agoryzmu, wolnorynkowiec, zwolennik austriackiej szkoły ekonomii. Pisze głównie teksty poddające krytyce wszelkie przejawy interwencjonizmu państwowego w gospodarce oraz opresji państwa nad obywatelem.

Zobacz artykuły, które napisał:

Rafał Trąbski

Kwota wolna od podatku – czyli kto powinien utrzymywać państwo?

14 kwietnia 2015

Temat kwoty wolnej od podatku musi budzić wiele emocji w kraju, w którym znikoma część obywateli zarabia powyżej średniej krajowej wyliczonej przez GUS na 3981,75 zł.  Oburzenie może budzić fakt, że sektorem z najwyższymi wynagrodzeniami jest sektor publiczny (przeciętne wynagrodzenie w administracji państwowej w 2012 roku wynosiło aż 4748 zł!). Nawet jeśli nie wszyscy urzędnicy zarabiają aż tak wiele, to są jedną z grup – obok kadr menedżerskich zachodnich firm i banków – która wpływa na zawyżanie średniej płacy, którą GUS łechce samozadowolenie rządzących. A ci, jak wiemy, uważają, że Polacy zarabiają świetnie, zdaniem niektórych nawet równie dobrze, jak zarabia się na zachodzie Europy (jak twierdzi posłanka Fabisiak). Cóż, można zrozumieć posłankę, bo akurat ona otrzymuje ponad 9 tysięcy złotych brutto miesięcznie i liczne dodatki, mogąc jednocześnie pobierać emeryturę.

Jednak miliony Polaków może potraktować tę wypowiedź jako ponurą kpinę z ich własnej sytuacji. Blisko 80% z nas zarabia bowiem poniżej rzekomej średniej krajowej i – w przeciwieństwie do posłów – rzeczywiście płaci podatki od swoich wynagrodzeń. I w takiej sytuacji dowiadujemy się, że podniesienie kwoty wolnej od podatku jest zdaniem klasy rządzącej propozycją populistyczną, nierealną oraz szkodliwą dla najbiedniejszych.

Jest to retoryka poparta szybkim wyliczeniem wskazującym na to, że po podniesieniu kwoty wolnej od opodatkowania, wiele rodzin straciłoby… prawo do ulgi podatkowej. Ulgi podatkowe mają zaś przynosić podatnikom większy "zysk" (czyli mniejszy ciężar podatkowy) niż podniesienie kwoty wolnej od podatku. Jest to twierdzenie dość karkołomne i poparte chybionymi założeniami. Podaje się przykład rodziny wielodzietnej utrzymującej się z… jednego minimalnego wynagrodzenia w wysokości 1680 zł brutto! Utrzymanie siebie samego za 1424 zł to nie lada wyczyn, a co dopiero czterech innych osób. Tymczasem już rodzina, w której pracuje oboje rodziców (przykład znacznie bliższy polskiej rzeczywistości) otrzymujących minimalną płacę, zyskałaby na podwyższeniu kwoty wolnej od podatku 1138zł rocznie. To mniej, niż ulgi dla rodziny wychowującej dwoje dzieci, ale właśnie skupianie się tylko na ulgach dla rodzin z dziećmi to czysty populizm.

Teoretyczny koszt podwyższenia kwoty wolnej dla budżetu państwa oszacowano na 14 miliardów złotych. Jest to jednak stawianie problemu na głowie. Problemem nie jest potencjalne zmniejszenie wpływów do budżetu, lecz jego zbyt duże wydatki. Można łatwo znaleźć grupy interesu w naszym kraju, które otrzymują od państwa kosztowne przywileje, choć materialnie powodzi im się znakomicie. Grupy te – jak choćby górnicy – zwyczajnie potrafią jednak wymusić na władzy zapewnienie im ich przywilejów, w przeciwieństwie do ludzi najmniej zarabiających, którzy na podwyższeniu kwoty wolnej od podatku zyskaliby najwięcej.

Na czyich barkach powinien spoczywać główny ciężar utrzymywania państwa? Konstytucyjny zapis, że każdy obywatel zobowiązany jest w równym stopniu do ponoszenia kosztów finansowania państwa, w rzeczywistości staje sie fikcją, gdyż istnieją grupy podatników poszkodowanych i beneficjentów systemu podatkowego. Pierwsza grupa dokłada do budżetu więcej pieniędzy niż wynosi wartość otrzymywanych korzyści, druga zaś wkłada do budżetu mniej niż sama zyskuje. Grupy te nie są nigdy równe i zawsze więcej jest płatników netto, którzy tracą, aby zyskać mogła wąska mniejszość – w tym przeróżne grupy interesu. Mamy do czynienia z milionami partykularnych interesów w obrębie wszystkich grup zawodowych i społecznych, a tylko nieliczni ich członkowie zdołają "odebrać" od państwa więcej środków i korzyści niż wynosi wartość poniesionych przez nich ciężarów podatkowych. Istnieje tylko jedna metoda ulżenia tym, którzy są faktycznymi płatnikami netto w systemie podatkowym: zmniejszanie wydatków państwa. Im mniej rząd będzie wydawał, tym węższa z konieczności będzie grupa beneficjentów i tym mniejsze obciążenia spadną na plecy wszystkich pozostałych podatników. Jest to zarówno ekonomiczny, jak i etyczny argument na rzecz oszczędności oraz ograniczania wpływów do budżetu państwa.

Udostępnij na:

Polecamy także:

STRONA WPISU: jeden losowy post

  • dr hab. Dariusz Juruś

    500 plus – krok w złym kierunku

    W znanej powszechnie w pewnych środowiskach opowieści o rozbitej szybie Frederic Bastiat ukazuje różnicę pomiędzy dobrymi a złymi ekonomistami. Ci pierwsi widzą dalekosiężne skutki pewnych decyzji, podczas gdy ci drudzy, widzą jedynie skutki bieżące. (Keynesiści skłonni byliby nie przywiązywać większej wagi do odległych konsekwencji, utrzymując, że w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy  martwi.)   Politycy a […] Czytaj więcej

Komentarze: