Wpis tygodnia

Autor wpisu:

Przemysław Hankus

Przemysław Hankus

Prezes Stowarzyszenia Libertariańskiego, doktorant w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumacz i autor tekstów o tematyce libertariańskiej oraz z zakresu Austriackiej Szkoły Ekonomii, miłośnik kultury katalońskiej, birofil i birofilista, pasjonat muzyki elektronicznej oraz DJ-amator.

Zobacz artykuły, które napisał:

Przemysław Hankus

Zamiast zmieniać Trybunał, zmieńmy konstytucję

16 marca 2016

Kolejna odsłona sporu o Trybunał Konstytucyjny po raz kolejny uświadamia jałowość oraz złe ukierunkowanie dyskursu dotyczącego porządku prawnego, idei demokracji, państwa prawa itd. Ścierają się bowiem ze sobą dwa porządki, dwie idee, których – niczym kapitalizmu z socjalizmem – nie da się połączyć na zasadzie systemu „trzeciej drogi”.

 

Z jednej strony mamy do czynienia z argumentami o zagrożeniu (bądź jego braku) dla demokracji, z drugiej natomiast o niszczeniu rządów prawa. Wydaje się jednak, że istnieje pewna sprzeczność, a przynajmniej brak logicznie koniecznego związku między demokracją, tj. rządami danej większości, a nomokracją, tj. rządami prawa, rozumianymi jako podporządkowanie wszystkich pewnym powszechnie obowiązującym i niezmiennym regułom, na straży których ma stać dany organ nadzoru. Podczas gdy jedna strona chciałaby widzieć demokratycznie wybraną większość, realizującą swój program i swoje cele, druga chciałaby wymusić na niej czy też zabronić jej pewnych działań, ponieważ stosowanie zasady, że „większość ma zawsze rację” w odniesieniu do pewnych – kluczowych z punktu widzenia tej strony sporu – kwestii nie ma zastosowania. Innymi słowy, obserwujemy starcie, które na dobrą sprawę jest idealną, modelową wręcz ilustracją wewnętrznych sprzeczności, kryjących się w modelu nowoczesnego państwa liberalno-demokratycznego.

 

Można rzecz jasna na potrzeby dyskusji założyć, że obrońcy niezależności Trybunału Konstytucyjnego, rozumianego jako element sine qua non państwa prawa, mają rację, w związku z czym orzeczenia vel wyroki TK należy, zgodnie z postanowieniami ustawy zasadniczej, uznać za ostateczne i wprowadzić je w życie. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której sędziowie Trybunału świadomie, celowo i z premedytacją, w oparciu np. o ich ulubiony wytrych, jakim jest art. 2 KRP, wydają orzeczenia, które wszystkim (prawnikom, specjalistom z danej dziedziny, tzw. opinii publicznej itd.) jawią się w sposób oczywisty jako karygodne, niesprawiedliwe, godne pogardy („haniebne”). Czy wówczas z taką samą gorliwością będą bronili oni Trybunału i upierali się, że nawet tak niemożliwe do zaakceptowania postanowienia należy wykonywać? Czy jeśli w parlamencie nie znajdzie się wymagana większość, która mogłaby np. zmienić konstytucję i w ogóle zlikwidować TK, by zakończyć jego szkodliwą działalność, to czy „skazani” jesteśmy na oczekiwanie, aż kadencja tych uzurpatorów dobiegnie końca? Dlaczego od wyroków TK nie przysługuje odwołanie, jak od wyroków innych sądów czy trybunałów? Czy faktycznie możemy – w dobrej wierze – założyć, że sędziowie TK są nieomylni i że ich postanowienia nie powinny podlegać rewizji? Przypomina to znaną już od czasów Platona dyskusję o tym, kto będzie pilnował strażników…

 

To zaledwie jeden z przykładów, ukazujący, jak bardzo niedoskonały jest system stworzony przez obowiązującą konstytucję z 1997 r. Dość powiedzieć, że naszpikowana jest ona błędami logicznymi, w wielu miejscach niespójna, a niektóre z jej zapisów wręcz się wykluczają (bywa, że i wewnątrz jednego artykułu). Czy dyskusja o zmianach personalnych w TK (abstrahując od motywów), o zmianie ustawy o TK, ma zatem jakikolwiek sens dopóty, dopóki nie rozwiąże się podstawowego problemu, źródła obecnego „kryzysu”, jakim jest obowiązywanie ustawy zasadniczej w obecnym kształcie? Czy rozważania o wyrokach TK mają sens, gdy tenże Trybunał wydaje je w oparciu o tak niedoskonały dokument?

 

Jeśli faktycznie zależy nam na wyleczeniu się z choroby, potrzebna jest właściwa diagnoza i następnie prawidłowo przeprowadzona kuracja. W tym miejscu należałoby uchwalić zupełnie nową, wolnościową konstytucję, wzorując się chociażby na konstytucji Liberlandu1, tak, aby usunąć trapiące nas problemy za jednym zamachem.

 

Swoją drogą, zastanawia mnie, jakie byłyby szanse na powtórzenie się sytuacji, którą obecnie obserwujemy, gdyby, przykładowo, zmiany związane z TK wprowadzała tzw. większość konstytucyjna, albo powiedzmy 350 posłów…

 

1Zob. https://liberland.org/en/constitution/

 

Udostępnij na:

Polecamy także:

STRONA WPISU: jeden losowy post

  • ministerstwo skarbu państwa

    Przemysław Hankus

    „Niepotrzeba” etatyzmu

    Zmiany w obozie rządzącym, zmiana większości parlamentarnej i rotacje na najwyższych szczeblach w państwowej administracji to dla polityków z reguły znakomita okazja do tego, by zgodnie z zasadą divide et impera obsadzić swoimi ludźmi, poplecznikami, znajomymi itp. szereg stanowisk, na których albo „od razu” powstaje wakat, albo też które w krótkim okresie zostaną zwolnione tak, […] Czytaj więcej

Komentarze: